"Możemy tylko minimalizować ryzyko". Wicemistrz świata o wypadku w Gnieźnie
Do sprawy odnosi się Krzysztof Kasprzak, były wicemistrz świata, wieloletni reprezentant Polski i dziś menedżer Stal Rzeszów. Patrzy na sytuację z dwóch perspektyw: człowieka, który sam przeżył setki wyścigów na granicy oraz szkoleniowca odpowiedzialnego za zawodników, którzy dziś wychodzą na tor.
Nie szuka łatwych odpowiedzi ani nie próbuje wygładzać rzeczywistości.
— Tego niestety nie da się całkowicie wyeliminować, taka jest specyfika tego sportu — mówi wprost Kasprzak, odnosząc się do wypadku Budniaka. — Możemy tylko próbować minimalizować ryzyko, ale przy tej prędkości i kontaktowej naturze żużla pewnych rzeczy się po prostu nie ominie.
W jego słowach nie ma dystansu, który często pojawia się u osób z zewnątrz. Jest raczej chłodna świadomość człowieka, który doskonale zna realia toru i wie, że nawet najlepiej przygotowany sprzęt i infrastruktura nie są w stanie wyeliminować wszystkich zagrożeń.
Najważniejszy w tej historii, jak podkreśla, pozostaje sam zawodnik.
— Najważniejsze teraz, żeby młody jak najszybciej wrócił do zdrowia i formy — zaznacza. — Trzymamy za niego kciuki, wszyscy w zespole jesteśmy myślami z nim.
Po chwili dodaje jeszcze mocniej, już bardziej emocjonalnie.
— Ja osobiście też się za niego modlę.
To zdanie wybrzmiewa szczególnie mocno w kontekście sportu, który na co dzień operuje adrenaliną, rywalizacją i wynikiem. W takich momentach statystyki i tabele schodzą na dalszy plan.
Wypadek Patryka Budniaka ponownie uruchomił też szerszą dyskusję: dlaczego żużel, mimo że w wielu innych dyscyplinach dochodzi do równie poważnych zdarzeń, nadal postrzegany jest jako sport skrajnie niebezpieczny? Kasprzak nie ucieka od tej rozmowy, choć patrzy na nią z bardzo praktycznej strony.
Dla niego kluczowe są emocje i prędkość, które definiują tę dyscyplinę.
— 120 km na godz. bez hamulca — to chyba najlepiej oddaje, czym jest żużel — tłumaczy. — Dla nas, którzy jesteśmy w tym na co dzień, to wszystko jest bardziej oswojone. Człowiek nie analizuje każdej sekundy tak jak ktoś z zewnątrz.
I dodaje porównanie, które dobrze pokazuje różnicę perspektyw:
— Ale dla laika to jest kompletny kosmos. Tak samo jak ja siadam przed komputerem, to też dla mnie inny świat. Każdy ma swoje predyspozycje, swoje miejsce.
W kontekście Gniezna te słowa nabierają szczególnego znaczenia. Bo choć żużel od lat próbuje iść w stronę większego bezpieczeństwa, to jego natura pozostaje niezmienna. Kontakt, walka bark w bark i ogromna prędkość sprawiają, że granica błędu jest minimalna.
I właśnie dlatego, jak podkreśla Kasprzak, nie ma złudzeń, że da się wszystko wyeliminować. Można jedynie reagować, ulepszać i próbować ograniczać skutki.
Wypadek Budniaka jest kolejnym przypomnieniem, że w żużlu każda sekunda ma swoją cenę. A słowa Kasprzaka zamykają tę dyskusję w jednym zdaniu, które wybrzmiewa najdobitniej: ryzyka nie da się całkowicie usunąć, można je tylko próbować kontrolować.
przegladsportowy

